Nie przepadam za słodyczami, ale te ciasteczka staram się robić na każde Święta. Są megaproste, niezbyt słodkie, kruche, w sam raz do herbatki. Nieskromnie powiem, że moja rodzina je uwielbia :) Przepis pochodzi z jakiejś babskiej gazety.
Składniki:
- 2 szklanki mąki,
- 1/2 szklanki cukru pudru,
- kostka masła,
- jajko,
- 4 łyżki zmielonych orzechów (ja używam włoskich, ale mogą być też inne),
- 1 łyżeczka kakao.
Sypkie składniki przesiewamy przez sito, dodajemy resztę, wyrabiamy i wkładamy do lodówki na 1/2 godziny. Wałkujemy, wycinamy dowolne kształty i wstawiamy do piekarnika na ok. 10 minut w temperaturze 175-180 stopni.

Ciastka po upieczeniu nie są może wielce wyrafinowane, wręcz rustykalne :) ale naprawdę szczerze polecam!

Jeśli ktoś lubi, może je polać lukrem (ble) lub zrobić polewę z czekolady, ja wolę takie gołe. Do tych ciastek użyłam kupnych, łuskanych orzechów i ostrzegam - znalazłam kilka łupinek. Trzeba na to uważać, bo można sobie zęby uszkodzić przy konsumpcji ciastek ;)
Stan na 22 grudnia:
- ciasteczka upieczone,
- piersi kaczki rozmrożone,
- zaczyn na ciasto drożdżowe zrobiony (chyba się nie udał, ale trudno... nie umiem się obsługiwać drożdżami!).
W planach na wieczór:
- upiec ciasto drożdżowe,
- przyprawić schab,
- przyprawić boczek,
- rozmrozić karpie,
- przyprawić piersi kaczki,
- rozmrozić rybę (na rybę po grecku ble!).
Czyli nadal jesteśmy w lesie :)