niedziela, 21 grudnia 2008

Wpis chorobowo - świąteczny

Dopadło mnie jakieś paskudne choróbsko, ale cała ta przedświąteczna bieganina jeszcze trzyma mnie w pionie. Muszę dotrwać do Świąt, później będę spokojnie chorować :) Ciężko mi idzie z palącym gardłem i zakatarzonym nosem, ale jednak większość zaplanowanych rzeczy mam już z głowy.
Choinka w moim pokoju już przystrojona. "Tradycyjne" słomkowe ozdoby - "tradycyjne", bo kupione 2 lata temu w Biedronce a na opakowaniu widnieje napis "wyprodukowano w Chinach" (coś niebywałego, że bardziej się opłaca takie rzeczy sprowadzać z tak dalekiego kraju, niż robić je w Polsce!!!). No ale przymykam na to oko ;)

W dużym pokoju drzewko też już ubrane (co roku powtarza się ten sam rytuał: planujemy kupić małą choinkę, nawet bierzemy ze sobą miarkę a i tak jak zwykle w domu ląduje spore drzewo, ledwo mieszczące się w pokoju :)

Dzięki naszej kochanej sąsiadce Pani Irenie pierogi z kapustą i grzybami też już zrobione. Sąsiadka co roku próbuje mnie nauczyć robienia pierogowego ciasta i zawsze kończy się to tym, że sama wszystko musi zrobić. Nie umiem wyrabiać ciasta i to co wymęczę ląduje w koszu (a przecież to tylko mąka z wodą i ewentualnie olej...). No nie umiem i już! Dlatego robię farsz a reszty staram się nie tykać. Dodam, że Pani Irena wyrabia takie ciasto używając dwóch noży - nie zagniata rękoma, bo jak twierdzi nie lubi jak ciasto ląduje jej między palcami. To jest coś nieprawdopodobnego, mistrzostwo świata, w życiu się tego nie nauczę!

Chciałabym Wam wszystkim życzyć zdrowych, spokojnych Świąt! Niech będzie rodzinnie, sielsko, anielsko i w ogóle cudnie!

wtorek, 16 grudnia 2008

Prezenty od Danusi

Wczoraj otrzymałam przemiłą niespodziankę - paczkę od Danusi! Szczena mi opadła jak zobaczyłam wszystkie te cudowności! Strasznie się też wzruszyłam, bo to nie jest żaden "wymiankowy" tylko prosto z serca Danusi płynący podarunek.

Danusiu jeszcze raz dziękuję! Nie ma gadania, muszę się jakoś odwdzięczyć i już! :)
Prezenty troszeczkę wciągnęły mnie w świąteczny nastrój, na większości blogów królują już od dawna kolędy i przeróżne świąteczne hity, więc i ja nie będę gorsza. Reniferów nie będzie i innych takich, ale za to nieśmiertelni Frank Sinatra i Bing Crosby owszem :)


piątek, 12 grudnia 2008

A jednak nie muzycznie... :)

Po pierwsze primo :) przyleciał do mnie wczoraj Pan Pierdniczek.

Pan Pierdniczek jest prezentem mikołajkowym od mamuty, towarzyszyła mu wielka paka serwetek i piękny bilecik z życzeniami.

Po drugie primo :) już z miesiąc temu przerobiłam listownik, który kiedyś popełniłam i od początku mi się nie podobał (jak koszmarnie wyglądał i jak koszmarne zdjęcie mu wtedy zrobiłam można zobaczyć TU). Teraz wygląda tak:

Przegródkę można przełożyć na drugą stronę i wtedy wygląda tak:

To nie jest ani decoupage ani technika serwetkowa tylko raczej oklejanie, ale co tam. Zdjęcia robione na parapecie...

Po trzecie primo :) zakwitła mi Szlumbergera, co jest niezwykłe, bo u mnie zazwyczaj po kwitnieniu kwiatki zdychają, a ta wariatka jakoś przetrwała od ubiegłego roku:

To by było na tyle :)

Ścianki jeszcze tutaj nie było

Kurwa mać jak ja kocham ten kawałek...



PS Chyba tak muzycznie będzie przez dłuższy czas....

czwartek, 11 grudnia 2008

...

Dziś odeszła moja Babcia. Niektórym może się wydawać, że blog to nie najlepsze miejsce do zamieszczania takich informacji, ale ja naprawdę nie mam się z kim tym podzielić, nie mam do kogo zadzwonić i wypłakać się w słuchawkę...
Od paru dni miałam przeczucie, że to się zaraz stanie, pomimo tego ręce trzęsą mi się, gdy to piszę. Chyba nie można być w 100% gotowym na coś takiego, na śmierć bliskiej osoby.
Tak chciałam żeby jeszcze "wytrzymała" do Świąt... Właśnie - Święta. To dopiero będzie koszmar. Święta bez Babci.

Przepraszam za te smuty, ale musiałam to z siebie wywalić.

Dana gdziekolwiek teraz jesteś, mam nadzieję, że jest Ci tam lepiej, niż tu na ziemi.

wtorek, 9 grudnia 2008

Wywnętrzniania się ciąg dalszy...

Spać nie mogę i śmigam po YouTube. Kasia napisała jakiś czas temu, że jestem tajemnicza. Niby jakim cudem? Przecież chyba wszystko, co możliwe o sobie napisałam. Jestem po prostu nudna :) Jeśli jest jakaś część mego marnego żywota, która nie da się opisać wprost słowami, to opisze to pewnie film oraz muzyka i wszelkie jej przyległości.
Mój blog w końcu, to sobie zaszaleję w tę bezsenną noc! A co!
No to lecę.

Uwielbiam moment, gdy Zygmunt Malanowicz biegnie po wodzie, uwielbiam też Komedę:



Kocham filmy Mela Brooksa, właściwie wychowałam się na nich (!), "Facetów w rajtuzach" znam prawie na pamięć. Wiem, że to strasznie kretyńskie, ale po prostu muuuuuuszę... Wybaczcie...



Kocham...


Jeśli ktoś chciałby wywołać we mnie ryk rozpaczy, to niech wrzuci ten kawałek AIC, łzy murowane:



A żeby później mnie uspokoić poproszę Jima:



Na razie starczy :)

Nagrody och nagrody....

Od Dziewczyn Moich Kochanych czyli elianki i Kamilci_W nagrodę dostałam :* Dzień dziś miałam parszywy (elia :* ), gorszy niż wczorajszy i w ogóle koszmar... Troszkę mi to wyróżnienie pomogło, podniosło na duchu, moje drogie koczkodany kocham Was strasznie :)


Rany już tyle nagród przeróżnych dostałam, że se powinnam je pierdyknąć gdzieś z prawej strony, jak to na niektórych zagramanicznych blogach robią :) Żartuję oczywiście, wiele to dla mnie znaczy i podnosi na duchu! Dziękuję raz jeszcze! No to jedziemy:

1. Wyróżnienie powstało u YOASI.
2. Możesz je nadać min. 1 osobie, maks. 7 osobom.
3. Zostaw info o nagrodzie na blogach wyróżnionych osób.
4. Osoby wyróżnione mają za zadanie wypowiedzieć się na poniższe 3 tematy:

Twoja pierwsza miłość:
Jeśli chodzi o taką przedszkolną, to był taki jeden, na imię miał Maciek (nawet nazwisko do tej pory pamiętam! ale nie podam :). Kochałam się w nim straszliwie, on mnie olewał totalnie (miałam wtedy 6 lat). Uczucie strasznie mną szarpało, jego niechęć do mnie powodowała depresję itp. dopóki nie dostał zapalenia ucha. Musiał bidak nosić woskowy stoper w uchu, co wywołało we mnie straszne obrzydzenie, bo stoper był koloru żółtego i w uchu wyglądał jak mega wielki złóg woskowiny. Na widok tego ucha dostawałam odruchów wymiotnych, wielkie uczucie przez to szybko wygasło. Maciek chodził później ze mną do tej samej szkoły podstawowej, bidulek nie wyrósł zbytnio, wzrostu był niewiele większego jak w przedszkolu itd.

Z tych poważniejszych: był taki jeden Ł., wydawało mi się, że to wielka miłość, ale jeśli prawdziwa miłość ma polegać na tym co z Ł. przeżyłam, to dziękuję serdecznie... Poza tym było wiele różnych takich sytaucji miłosno-podobnych, chyba swój limit wyczerpałam na uczucia wszelakie pod tym względem... Tak na prawdę to cały czas marzę o wielkiej, prawdziwej miłości, mam nadzieję, że jeszcze mam na nią szansę i za jakiś czas pojawi się na mojej drodze... Tfu, tfu, tfu, na psa urok!

Coś co sprawiło, że serce Ci zamarło:
Szczerze? Śmierć mojego Taty. Serce mi wtedy zamarło i mam wrażenie, że już takie (zamarłe) pozostało. Od tej chwili już nic mnie nie rusza, nie wzrusza (w maju minęły 3 lata). To chyba najbardziej osobiste zdanie jakie do tej pory napisałam na blogu i w ogóle...

Przedmioty bliskie sercu:
Mam ich wiele, bo przywiązuję się do rzeczy. Trudno by wymienić wszystkie. Nad moim biurkiem wisi plakat Kurta Cobaina, który dostałam od Taty. Pod Kurtem siedzi sobie w ramce Marszałek Piłsudski, pod Marszałkiem ukochane zdjęcie Taty. Może kiedyś zrobię temu wszystkiemu fotę, bo wygląda to dosyć dziwacznie :) Poza tym oczywiście wszystkie prezenty wykonane złotymi rączkami moich kochanych Stonek (co ja bym bez nich zrobiła???). Co jeszcze? Prawie 25-letni miś (o wielce oryginalnym imieniu Puchatek - btw płaski jest jak naleśnik, wcale nie puchaty), którego w dniu urodzin dostałam od Babci. Czaszka po Dziadku (czaszka z gumy jest, Dziadek trzymał w niej korespondencję, ściślej rzecz ujmując między szczękami; gdy Dziadek zmarł było dla wszystkich jasne, że to ja ją przejmę). Poza tym wiele, wiele, wiele pamiątek z podróży zarówno moich jak i innych osób... Mogłabym tak wymieniać bez końca, bo na serio straszliwie przywiązuję się do przedmiotów, przez co mój pokój "sprawia wrażenie" zagraconego itp.

Tę nagrodę przekazuję dalej elce i Danie :)

Piszę sobie te wszystkie odpowiedzi a tu nagle kolejne wyróżnienie, tym razem od Danusi!

Czym ja sobie na to zasłużyłam? :) Danusiu dziękuję :*

No to znów zasady:
"Uber Amazing Blog" jest przyznawana osobom które:
1. Inspirują Ciebie.
2. Przedstawiają zdumiewające, niesamowite informacje.
3. Mają dużo do poczytania.
4. Zawierają zdumiewające projekty.
5. Są jakieś inne powody, dla których sądzisz, że są niesamowite.

No i lecimy dalej:
Umieszczamy logo na swoim blogu.
Wyznaczamy przynajmniej 5 blogów (może być więcej), które są dla nas Uber Amazing (Super Zdumiewające).
Powiadamiamy wyróżnionych, że otrzymali nagrodę Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach.
Podajemy link do bloga i osoby, która otrzymała nagrodę.

Tym razem nie przekażę wyróżnienia dalej, bo takich Super Zdumiewających blogów znam od metra i ciężko byłoby mi wybrać przynajmniej 5.

Jeszcze raz wielkie dzięki wszystkim za odwiedziny, nagrody i za podniesienie tym samym na duchu :)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Wpis niezupełnie świąteczny...

Ehhhh nastroju świątecznego u mnie brak. Zero/nic/pustka. Te Święta na 100% będą kijowe, choć jeszcze tli się we mnie odrobina nadziei, że wszystkie problemy wpłyną na atmosferę przy stole pozytywnie, że to będą - mówiąc kolokwialnie - "ciepłe, rodzinne Święta", że jakoś to nas zjednoczy... Ale pewnie będzie jak zwykle (czyli zero atmosfery jakiejkolwiek) albo i gorzej... No zobaczymy, nie ma co gdybać. Pewnie jak co roku dostanę o 5 rozmiarów za duże majtki itd. (nie należę do osób najszczuplejszych, ale rodzina widzi we mnie chyba słonia albo hipopotama). Do tego pewnie znów dezodoranty w kulce, których nie używam a na dodatek dowiedziałam się ostatnio, że zawarty w nich składnik może być jedną z przyczyn występowania nowotworów węzłów chłonnych (marki nie będę podawać, ale sprawdźcie czy w Waszych dezodorantach w składzie pojawia się Aluminum Chlorohydrate - jeśli tak to wywalcie do kosza, ja tak zrobiłam. Info mam z zaufanego źródła).
Wracając do klimatów świątecznych (tudzież ich braku) - w Stonkowie trwa wymiana mikołajkowa. Ja wylosowałam Anię i to jakiś cud, że w ogóle udało mi się coś przez ten mój bajzel emocjonalny dla niej zrobić! Któregoś dnia musiałam się po prostu od tego wszystkiego oderwać, usiadłam i skleciłam notesik i małą zakładkę do kompletu:


I jeszcze kolejny dowód na totalny brak świątecznego nastroju - w tym roku po raz pierwszy olałyśmy z Matczyskiem Mikołajki (zazwyczaj podrzucałyśmy sobie jakieś drobiazgi), kupiłyśmy sobie za to flaszkę brandy i osuszamy ją od dwóch dni... :)

I zupełnie poza tematem - Nosowska zabrała się za Osiecką:


środa, 3 grudnia 2008

"Pędzlem malowane"

Praca na kolejne Ekspresowe Wyzwanie p.t. "Pędzlem malowane". To moja pierwsza nieśmiała próba jeśli chodzi o kolaż...

W roli głównej siostra mojej prababci Natalia, o której pisałam TU. Baza to tektura wycięta z pudełka "pizzowego", maziane różnymi rodzajami farb, częściowo polakierowane itd. Kolory trochę przekłamane, bo to niestety skan jest (pogoda jaka jest każdy widzi, ciężko byłoby zrobić w miarę dobre zdjęcie).

PS zdjęcie Natalki oczywiście zeskanowane i wydrukowane, nie ciachałam oryginału! :)